Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Wydawniczy Erica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Wydawniczy Erica. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 sierpnia 2014

Marek Orłowski - Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona

Tytuł: Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona
Autor: Marek Orłowski
Liczba stron: 361
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://www.wydawnictwoerica.pl



"Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona" to tytuł otwierający debiutancką serię Marka Orłowskiego. Książka, którą właśnie przeczytałam opiera się na historii wypraw krzyżowych, konkretnie walce z Saracenami, którym przewodził Saladyn. Przyznam szczerze, że ten okres historyczny zawsze zostawiałam w tyle za XX wiekiem, nigdy mnie szczególnie nie pociągał, więc postanowiłam się do niego przekonać za pomocą powieści. Czy wciągnęła mnie w XII wiek na tyle skutecznie, że polubiłam wyprawy krzyżowe, walki i postanowiłam coś o tym czasie doczytać?

"Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona" dzieli się zasadniczo na 3 części. W pierwszej poznajemy historię powstania magicznego miecza, który sam sobie wybiera rękę, która nim włada, dowiadujemy się jak powstał Zakon Rycerzy Chrystusa, którego głównym zadaniem jest obrona pielgrzymów. Nieoczekiwanie okazuje się, że mają w swoich rękach prawdziwy skarb, którego muszą strzec. Tajemnicę mogą znać tylko dwie osoby, godne zaufania, które nie wyjawią jej nawet na torturach. I na tym właściwie kończy się prolog, po którym przechodzimy do nieco kiepskiego rozwinięcia akcji. Właściwie cały czas jest poświęcony walce z Saracenami. Te strony ogromnie mi się dłużyły i często odkładałam książkę ze zniechęceniem. Opłacało się jednak przebrnąć, bo od momentu, gdy główny bohater, Roland de Montfernat, zwany też Czarnym Rycerzem wybiera się wraz z zakonnikami do siedziby Starca z Gór, przywódcy asasynów. Akcja zaczyna pędzić, jest świetna, obfituje w niespodziewane wydarzenia. Strasznie szkoda, że tak późno!

Marek Orłowski stworzył świetnego głównego bohatera. Czarny Rycerz ma tajemniczą przeszłość, jest świetnym wojownikiem, doskonałym strategiem, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Walczy po stronie zakonników, ale nie chce do nich przystąpić i podporządkować się twardym regułom. Woli być niezależny, decydować o samym sobie. Świetna postać, która w kolejnym tomie (który już w październiku) ma szansę rewelacyjnie się rozwinąć.

Ciężko jest mi ocenić tę książkę. Może wielki fan walk, tego okresu historycznego nieco łagodniej spojrzy na dłużące się opisy bitew. Mnie to zraziło, ale czytając opis "Ścieżek przeznaczenia", czyli kontynuacji wnioskuję, że będzie więcej akcji podobnej jak w końcówce, mniej walki, więc jestem pozytywnie nastawiona. 

Podsumowując, poszczególne części książki można podzielić według klasyfikacji: bardzo dobra/bez szału/rewelacyjna. Wyciągając z tego średnią, polecam, ale bardziej fanom bitew i wypraw krzyżowych, o czym napisałam w poprzednim akapicie. 

Moja ocena: 5/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

niedziela, 27 lipca 2014

Lena Najdecka - Rodzina Wenclów. Układ

Tytuł: Rodzina Wenclów
Autor: Lena Najdecka
Liczba stron: 533
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl

Rodzina Wenclów. tom 2. Układ - Lena Najdecka

Lubię, bardzo lubię, kiedy książka okazuje się tak dobra, że zarywam dla niej nockę, że nie chcę czekać do następnego dnia, żeby poznać zakończenie. Z emocji towarzyszących mi podczas ostatnich kilku rozdziałów "Rodziny Wenclów. Układ" i tak nie mogłabym zasnąć!

Zanim zacznę zachwyty, muszę i pochwalić, i zganić wydawnictwo za okładkę. Pochwalić - bo jest znacznie lepsza niż tomu 1 i bardziej oddaje treść powieści. Zganić - bo wydawnictwo zdecydowało się na zmianę w środku serii. Okładka "Układu" nijak nie pasuje do wcześniejszej, chociaż równolegle z wydaniem drugiej części została wydana również pierwsza ze zmienioną okładką. 

Nad rodziną Wenclów gromadzą się czarne chmury. Mati jest uwikłany w związek z kochanką, która nie wie, że żona Mateusza, Karolina spodziewa się dziecka. Oszukuje obydwie kobiety, próbuje ratować się kłamstwami, ale coraz bardziej się pogrąża. Dodatkowo, z racji przekształcenia się firmy w zarządzany przez niego dział marketingu miesza się Wiktoria Dziedzic. Jej działania od początku nie przypadają do gustu mężczyźnie, który czuje się przez nią zagrożony. Nie lepiej dzieje się u Pawła. Opuszczony przez żonę, oszukany przez wspólników, wspierany jedynie przez swoją sekretarkę Agnieszkę musi rozpocząć walkę o klientów, dobre imię i przeciwko kolegom, którzy rozpuszczają o nim plotki i działali na szkodę jego klienta. Podczas zbierania dowodów okazuje się, że wszędzie aż roi się od układów, każdy ma "plecy", a pewnych spraw lepiej nie rozgrzebywać...

Autorka wprowadziła naprawdę świetną bohaterkę, jaką jest Agnieszka. Dziewczyna zdobywa nawet sympatię babci Wenclowej, nie mówiąc już o nieprzystępnym Pawle. Sekretarka jest cicha, tajemnicza, oddana sprawie, chce pomóc szefowi w wykryciu spisku nie dla obiecywanych jej pieniędzy, ale z chęci sprawiedliwości. Jest to bohaterka skrywająca sekret, który może zaważyć na jej karierze prawniczej. Unika innych ludzi, nie nawiązuje przyjaźni na studiach, wyraźnie stroni od bogatych kolegów. Jestem bardzo ciekawa, jak autorka rozwinie dalej jej postać.

Inni bohaterowie również są świetnie skonstruowani. Paweł i Mateusz oraz ich ojciec są skoncentrowani na zysku, liczą się dla nich głównie pieniądze, które często przesłaniają im ważniejsze sprawy. Zdarza im się pogubić w życiu, ale zawsze mogą na siebie liczyć. Bardzo dobrze jest to opisane zwłaszcza w ostatnich rozdziałach. Od rodziny zupełnie odstaje Piotruś, który nie ma w sobie nic z inteligencji Pawła, ani sprytu Mateusza. Jest on zdecydowanie na marginesie, pojawia się niemal tylko we wspomnieniach rodziny, która martwi się jego losem. Coś czuję, że w trzecim tomie nieco rozwinie skrzydła :)

Ta powieść jest o sile pieniędzy, które rządzą życiem "wyższych sfer". O układach, które trzeba podtrzymywać, o fałszywych i interesownych przyjaźniach. O sile rodziny, która potrafi wesprzeć i stanąć murem w przypadku problemów. O tajemnicach, które skrywa każdy z nas.

"Rodzina Wenclów. Układ" to świetna, trzymająca w napięciu historia, która świetnie nadawałaby się do zekranizowania. Zwroty akcji, nieprzewidywalna (chociaż pewnych rzeczy dało się domyślić bez problemu) fabuła, świetnie opisani bohaterowie, wśród których nie ma cukierkowych ideałów. Wszystko to sprawia, że drugi tom "Rodziny Wenclów" jest naprawdę rewelacyjny, a ja z ciekawością i niecierpliwością czekam na kontynuację :)

Moja ocena: 9/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją ocenę



piątek, 25 lipca 2014

Marcin Hybel - Na zdrowie

Tytuł: Na zdrowie
Autor: Marcin Hybel
Liczba stron: 270
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl


2 lata temu poznałam pierwszą część Komedyji wieków minionych, czyli "Awantury na moście". Ostatni tydzień był czasem, kiedy sięgałam po kontynuacje i tak obok książek "Rodzina Wenclów. Układ" i "Maria Antonina. Z pałacu na szafot" pojawiło się długo wyczekiwane "Na zdrowie". Czy spełniło moje oczekiwania?

W Nogradzie bez zmian, mieszkańcom żyje się wspaniale. Ich dobry humor potęguje fakt, że zbliża się Festiwal na największego Wydmikufla, podczas którego trwa dobra zabawa i szerzy się pijaństwo. Nie podoba się to bogobojowi Kumarowi, który podstępem chce dać nauczkę pijącym mieszkańcom oraz przywieść ich pod drzwi świątyni. Pomóc ma mu w tym ożywieniec Krawos i pewien specyfik wywołujący gigantycznego kaca. Tymczasem w więzieniu przebywa dwóch podstarzałych złodziei - Lentak i Melmir, którzy za pomocą nie do końca udanych magicznych sztuczek próbują wydostać się z aresztu. Magii używa też wojmił Alford, który wybiera się na spotkanie z ojcem swojej ukochanej - Aliwii. Jego genialny plan opiera się na podaniu przyszłemu teściowi napitku, który ma wywołać jego sympatię do Alforda. Jak to zwykle bywa, napój wpada w niepowołane ręce i wywołuje ogromne zamieszanie... Do Nogradu zmierza również król Bragholt  wraz ze swoją potwornie brzydką córką, aby skontrolować prawdziwość szerzących się plotek. 

Odpowiadając na pytanie zawarte w pierwszym akapicie muszę napisać, że niestety, ale nie. "Na zdrowie" nie jest złą książką, ale do wybitnych, zaskakujących czy porywających również nie mogę jej zaliczyć. Oczywiście, były zabawne momenty, było mnóstwo pomyłek spowodowanych nieodpowiednio rzuconymi czarami i bardzo mocnym nierozgarnięciem życiowym bohaterów. Magia potrafi przesłonić często pole widzenia i mieszkańcom Nogradu wpadają do głowy zupełnie nieprawdopodobne pomysły. A gdy dojdzie do tego biesiada i popijawa podczas Festiwalu na największego Wydmikufla, może zrobić się naprawdę niezłe zamieszanie.

"Na zdrowie" to klasyczny przykład powieści lekkiej, szybkiej w lekturze, ale jednak przeciętnej. Można jej poświęcić kilka godzin jeżeli podobała Wam się "Awantura na moście", bo jednak polecam najpierw zapoznanie się z pierwszą, moim zdaniem lepszą częścią. Zakończenie każe się spodziewać, że także "Na zdrowie" doczeka się kontynuacji, mimo pewnych minusów i tak jestem ciekawa jak to będzie wyglądać. Oby lepiej niż część druga ;)

Moja ocena: 6/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

środa, 23 lipca 2014

Waldemar Smaszcz - Serce nie do pary

Tytuł: Serce nie do pary
Autor: Waldemar Smaszcz
Liczba stron: 349
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl


Dzisiaj chcę Wam zaprezentować coś nieco innego, książkę bez konkretnej fabuły, która koncentruje się głównie na biografii człowieka, który nie chciał mieć jej spisanej. 

"Serce nie do pary" to świetna pozycja dla tych, którzy nie znają twórczości księdza Twardowskiego. Autor, Waldemar Smaszcz przytacza bowiem fragmenty wielu tekstów, analizuje je, zaznacza najważniejsze kwestie. Nie jest to jednak jedyne, co przekazuje autor. Bardzo dużo miejsca jest poświęcone temu, jakim człowiekiem był ksiądz Twardowski, co go ukształtowało, co sprawiło, że był właśnie takim cichym, pokornym, nieco nieśmiałym człowiekiem unikającym popularności. 

Jeżeli chodzi o wydanie, to z pewnością jest to ozdoba biblioteczki. Ładna, twarda oprawa, nieco większy format, dużo zdjęć. Lekki minus za kilka literówek, które nieco raziły w oczy. 

Bardzo uderzające w tej pozycji jest to, że autor opisuje i analizuje twórczość człowieka, którego znał, z którym współpracował, którego mógł nazywać swoim przyjacielem. Bardzo wyraźnie to widać, zresztą na ostatnich stronach, kiedy Waldemar Smaszcz opisuje ostatnie miesiące życia księdza Twardowskiego i jego powolne odchodzenie. 

Ta książka pokazuje, że ksiądz Jan Twardowski to nie tylko autor słów "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", które bardzo często są wykorzystywane przy okazji pogrzebów i wspomnień zmarłych osób. To również wyjątkowy człowiek, poeta, który prostymi słowami potrafi poruszyć każdego. Polecam!

Moja ocena: 9/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

Czy ktoś z Was mógłby polecić jakieś fajne wydanie wierszy księdza Twardowskiego? :)

wtorek, 17 września 2013

Andrzej Sawicki - Honor Legionu

Tytuł: Honor Legionu
Autor: Andrzej Sawicki
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/




Dzisiaj będzie historycznie i zabawnie czyli czas na przygody Kazimierza Luxa :)

Andrzej Sawicki wprowadza czytelnika w świat trudny dla naszych rodaków, kiedy Polska nie istniała na mapie, ale była wciąż żywa w sercach obywateli. Jednym z nich jest Kazik, siedemnastolatek, który w wojsku jest furierem, zajmującym się dostarczaniem żywności dla żołnierzy. Pewnego razu wykrada część jedzenia dla swojej kochanki, Włoszki. Zarówno dziewczyna, jak i wojskowi, którzy zdążyli skosztować mięsa umierają. Wszystko wskazuje na to, że żywność była zatruta, a za sprawą stoją masoni. Kazimierz jest początkowo podejrzewany o współpracę z nimi, i aby oczyścić swoje dobre imię przystępuje do śledztwa i staje się szpiegiem. Chłopak igra z życiem, śmierć kilkukrotnie zagląda mu w oczy, ale nasz bohater, dzięki wybitnemu sprytowi, wychodzi cało z każdej opresji.

Akcja powieści rozgrywa się na przełomie 1797 i 1798 roku. We Włoszech stacjonują Legiony Polskie. Silny oddział jest pewnym zagrożeniem dla przywódców wielkich mocarstw, przykładem dla innych wojsk. Młody warszawiak, Kazimierz Lux jest postacią autentyczną, przeniesioną na karty powieści. Autor oddał jego losy tak, że jest nie do podrobienia, nie ma w nim ani odrobiny sztuczności. Od razu urzekł mnie swoim zachowaniem, śmieszyły mnie jego perypetie, a w groźnych momentach trzymałam za niego kciuki. 

Czas na najważniejsze: tą książką nie da się znudzić. Akcja jest szybka i wciągająca, a opisy dopracowane tak, że możemy się poczuć tak, jakbyśmy byli w centrum wydarzeń. Chce się więcej i więcej, aż szkoda mi było kończyć lekturę. Minusy? Większych nie stwierdziłam, czyli jest bardzo dobrze :)

Kończąc, ta książka jest tak naprawdę dla każdego, kto lubi powieści z historią, dynamiczną akcją, bohaterami, którzy ani trochę nie są sztuczni i prezentują przeróżne motywy swojego zachowania. Cóż, naprawdę warto zapoznać się z Kazikiem i do tego Was zachęcam.

Moja ocena: 8,5/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

wtorek, 27 sierpnia 2013

Bernard Cornwell - Zimowy monarcha

Tytuł: Zimowy monarcha
Autor: Bernard Cornwell
Liczba stron: 554
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/



Jak mogliście zauważyć, Bernarda Cornwella lubię. Cenię jego styl, dzięki któremu książki historyczne są po prostu ciekawe, wciągające i jednocześnie aż kipi z nich akcja i leje się krew. Po opowieściach o mrocznych czasach Wikingów postanowiłam sięgnąć po dzieje Artura.

Tak jak w "Wojnach Wikingów" narratorem był Uthred, tak w "Trylogii Arturiańskiej" wszystkiego dowiadujemy się z ust bezpośredniego obserwatora i uczestnika wydarzeń, ocalonego cudem chłopca o imieniu Derfel, który był wojownikiem Artura. Główny bohater nie ma łatwego życia - wskutek zauroczenia zrywa zaręczyny, które miały być gwarancją pokoju. Wybucha wojna, która pochłania dobrych żołnierzy, gotowych oddawać życie za swojego przywódcę. Arturem targają wyrzuty sumienia. Dodatkowo jest on opiekunem i niejako zastępcą króla, do czasu, aż mały Mordred będzie mógł zasiąść na tronie. Autor rzuca mu kłody pod nogi, a bohater musi lawirować pomiędzy dobrem, a złem, uczestniczy w walkach, w których w ruch idzie jego słynny Ekskalibur. Jakby tego było mało, stare wierzenia zmierzają się z rozszerzającą się nauką chrześcijańską, którą nie każdy chce zaakceptować.

"Zimowy monarcha" jest książką bardzo interesującą. Razem z bohaterami uczestniczymy w przeróżnych, często drastycznych obrzędach, "podglądamy" ich podczas życia codziennego, stajemy nieco z tyłu podczas walki. Cornwell kreuje taki świat, w którym każdy znajdzie dla siebie miejsce. Władcy, druidzi, magowie, przywódcy kościelni, a także szare jednostki - nikt nie jest w powieści pominięty. 

Jak zobaczyłam spis bohaterów, to aż złapałam się za głowę :). Byłam przekonana, że przez te 500 stron będę ich mylić, gubić fakty i ogólnie będzie to bardzo uciążliwe. Mimo wielu postaci, autor tak ich scharakteryzował, że szybko połapałam się we wzajemnych relacjach i nie musiałam zerkać do początkowego spisu.

Będąc przy bohaterach, nie sposób nie wspomnieć o tym, który absolutnie podbił moje serce. Druid Merlin cechuje się niezwykle ciętymi ripostami, sceny z jego udziałem czytałam z ogromnym zaciekawieniem. Może nie jest kryształową postacią, bo profesja druida do zbyt pokojowych nie należała, ale jest znacznie lepszy od cukierkowych postaci, które czasami występują w powieściach. Zapowiedzi kolejnych dwóch tomów każą nam się spodziewać, że Merlin wysunie się na pierwszy plan, więc muszę po nie sięgnąć :).

Moja ocena: 7/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

sobota, 24 sierpnia 2013

Małgorzata Kochanowicz - Poszukiwana

Tytuł: Poszukiwana
Autor: Małgorzata Kochanowicz
Liczba stron: 314
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/





Dzisiaj opiszę Wam moje drugie podejście do twórczości pani Małgorzaty Kochanowicz. Pierwsze było blisko rok temu, kiedy czytałam "Latarnie umarłych'. Jak mi się podobały? Zajrzyj. Inne wydawnictwo, inna (teraz znacznie lepsza) oprawa graficzna, ale jak to wyglądało z treścią?

Akcja rozgrywa się ponownie w Krakowie, a bohaterem znowu jest Witold Korczyński, detektyw o tajemniczej przeszłości. W związku z uzależnieniem od hazardu boryka się z problemami finansowymi. Pomoc w spłaceniu długów oferuje mu Stanisław Wereszyński. Przedsiębiorca zleca Korczyńskiemu odnalezienie żony. Równocześnie zostaje znalezione ciało młodego chłopca. Czy te dwa wydarzenia będą miały ze sobą jakiś związek? Autorka rzuca detektywowi kłody pod nogi, wplątuje go w kolejne problemy i tajemnicze sprawy. Śledztwo zaczyna mu sprawiać coraz większe trudności, wpada w ślepe zaułki, więc Wereszyński postanawia zagrozić bliskim Witolda...

Po raz kolejny mogliśmy spotkać bohaterów drugoplanowych, czyli wspaniałą gospodynię Jadwigę, przyjaciela Henryka, czy też Emilię Hornowską. Ogólnie, przynajmniej w moim odczuciu autorka nie zmieniła stylu, chociaż w porównaniu z "Latarnią umarłych" było troszkę mniej "retro" i troszkę mniej pięknego Krakowa. Więcej było za to błądzenia, badania sprawy, aż do wielkiego finału, którego prawdę mówiąc się nie spodziewałam. 

Małgorzata Kochanowicz potrafi czytelnika zaprosić do lektury, wciągnąć i nie wypuścić, dopóki nie przeczyta ostatniej strony. Czytałam tekst z zaciekawieniem, nie mogąc się doczekać rozwiązania zagadki zniknięcia Wereszyńskiej. Zapewniam, że nudy nie ma, a jest to taka dobra lekturka na wieczór, niezależnie od pory roku. Moja babcia była zachwycona, więc jest to książka dla każdego pokolenia :)

Okładka podbiła moje serce :). Świetnie komponuje się z innymi pozycjami z serii Alibi czyli "Carska Roszada" i "Pan Whicher w Warszawie". 

Moja ocena: 7,5/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

środa, 21 sierpnia 2013

Tomasz Stężała - Kapitanowie 1941. Pseudonim Grzmot

Tytuł: Kapitanowie 1941. Pseudonim Grzmot
Autor: Tomasz Stężała
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/



Książki o tematyce wojennej są zazwyczaj trudne. Opisy walk, dramat niewinnych ludzi, rany zadawane żołnierzom przez wroga, wreszcie śmierć na polu bitwy. Nie jest to coś, co czyta się z przyjemnością, ale historię warto znać. Tomasz Stężała postanowił opisać historię swoich przodków, a także mieszkańców Elbląga. Losy "zwykłych obywateli" przeplatają się z losami żołnierzy walczących podczas wojny, razem tworząc spójną całość.

Czerwiec, 1941 rok. Rosja i Niemcy, dotychczasowi sojusznicy, zwracają się w wojnie przeciwko sobie. Dwie armie muszą stoczyć walkę na śmierć i życie. Autor dobrze odtwarza ich uczucia, strach mieszający się z odwagą i momenty, kiedy śmierć zagląda im w oczy, kiedy wiedzą, że to ich ostatnie chwile. Duży problem stanowił dla mnie ogrom bohaterów, ich rosyjskie i niemieckie nazwiska. Trudno było się połapać w postaciach, mimo spisu tych najważniejszych na początku książki. Dzięki temu znacznie ciekawsze było dla mnie życie zwykłych ludzi, którzy wyczekiwali wzmianek o wojnie, wyniku bitew i przede wszystkim, wiadomości o losach swoich bliskich, którzy brali udział w walkach. 

Przez cały czas czytania książki nie mogłam wyzbyć się przekonania, że jest to fikcja literacka, że Tomasz Stężała stworzył kilka postaci i wymyślił im wydarzenia. Prawda jest jednak inna. Postacie są jak najbardziej autentyczne, wojna również była smutną rzeczywistością, podobnie jak śmierć młodych żołnierzy, którą opisuje autor.

Takie historie, jak ta opisywana w książce "Kapitanowie 1941. Pseudonim Grzmot" są wstrząsające, ale warto je poznać. Jeszcze bardziej do lektury tej, i innych książek autora są zobowiązani mieszkańcy Elbląga i okolic, a nuż znajdą w bohaterach cząstkę swoich przodków, a w opisach miasta ulubione zakątki. Pasjonaci będą zachwyceni. Ci, którzy nie gustują w takich książkach nie przebrną, więc im zdecydowanie nie polecam. 

Moja ocena: 6,5/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

środa, 14 sierpnia 2013

Łukasz Malinowski - Skald. Karmiciel kruków

Tytuł: Skald. Karmiciel kruków
Autor: Łukasz Malinowski
Liczba stron: 435
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/


Do powieści Łukasza Malinowskiego nastawiłam się już na wstępie bardzo pozytywnie. Autor specjalizuje się w historii średniowiecznej Skandynawii, tam właśnie umieścił akcję swojej książki, więc byłam pewna, że dostanę coś napisanego w sposób dobrze oddający tamtejszą mentalność i zachowanie ludzi. 

Autor podzielił akcję na 3 części, w każdej wyodrębnione jest jeden główny wątek, którego bohaterem jest Ainar Skald. Najpierw Skald spowoduje walkę między dwoma władcami, później zmierzy się z upiorem, aby na sam koniec rozwiązać zagadkę dotyczącą śmierci mnichów. Jakby tego było mało, mężczyznę czekają małe tarapaty związane z jego przeszłością. A czytelników czeka momentami mnóstwo śmiechu :). Główny bohater jest bowiem znany z niezwykle ciętego języka i rzetelnego stosowania się do złotych rad swojej babci. 

Łukaszowi Malinowskiemu udało się stworzyć taki typ bohatera, jaki lubię; odważny, przebiegły, intrygant, który zawsze wychodzi ze wszelkich opresji. Nie oznacza to jednak, że jest mu lekko, autor rzuca mu kłody pod nogi, a ta największa będzie polegała na opiekowaniu się trzylatką. Dzięki temu Skald pokaże czytelnikowi swoją drugą twarz, o którą w ogóle byśmy go nie podejrzewali :).

Autor używa dużo skomplikowanych słów w języku staroskandynawskim, ale wszystkie są wyjaśnione w przypisach, więc nie sprawia to czytelnikowi najmniejszego problemu. Bardzo spodobała mi się czcionka, w której kropkami są mikroskopijne krzyżyki :)

Moim zdaniem ta książka naprawdę udała się autorowi, bo jest wciągająca, ma dobrze zbudowaną zagadkę w ostatniej części i nie pozwala czytelnikowi się nudzić choćby przez chwilę. Że polecam, to chyba oczywiste. Warto przyjrzeć się bliżej jego twórczości, zwłaszcza miłośnicy średniowiecznej Skandynawii powinni być usatysfakcjonowani. Co więcej, podobno Łukasz Malinowski ma pisać kontynuację. Będę jej wyczekiwać z niecierpliwością!

Moja ocena: 8/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Bernard Cornwell - Pieśń miecza

Tytuł: Pieśń miecza
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 515
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/


Moje 4 spotkanie z prozą Cornwella dobiegło końca. Poprzednie, czyli "Ostatnie królestwo", "Zwiastun Burzy" i "Panowie Północy" spotkały się z moim uznaniem, dostały wysokie oceny i przyozdobiły moją skromną biblioteczkę. "Pieśń miecza" jest kolejną perełką na półce z ulubionymi książkami :).

W tym tomie wydarzenia toczą się wokół planów i akcji wyzwolenia Londynu spod władzy Duńczyków. Córka króla Alfreda zostaje wydana za kuzyna Uthreda, a Londyn ma być podarunkiem ślubnym dla młodej pary. Główny bohater dostaje też przepowiednię, że ma zostać królem Mercji. Na początku tej części wiedzie szczęśliwe życie u boku żony Giseli. Czy dane mu będzie odbić Londyn i zasiąść razem z Giselą na tronie? Odpowiedzi na te pytania tylko w "Pieśni miecza", ja nic nie zdradzę :).

W końcu polubiłam Uthreda. Ani razu mnie nie zirytował podczas czytania. Widać naprawdę duży postęp, bardzo dojrzał w tym tomie. Zrobił się nie tylko dobrym wojownikiem, ale również jego uczynki były coraz to lepsze. W obronie przyjaciół jest gotów na wiele. Dla wrogów był miłosierny i dbał o to, aby umierali honorowo, z bronią w ręku. 

Trochę muszę ponarzekać na korektę, bo o ile poprzednie 3 tomy prezentowały się bez zarzutu, o tyle tutaj występowały literówki, które moje oko dosyć często wyłapywało. Ale na szczęście treść jest bardzo dobra i można to przeboleć. 

Poziom Cornwella nie odbiega od poprzednich i aż szkoda, że nie mogę tak od razu sięgnąć po "Płonące ziemie". Jakby ktoś się dowiedział, że jest już wyznaczona data premiery to proszę mnie powiadomić :). 

Kończąc, polecam Wam wszystkim cykl Wojny Wikingów autorstwa Bernarda Cornwella. Póki co moja przygoda z Uthredem i resztą bohaterów się kończy. Będę z niecierpliwością oczekiwała na to, jak potoczą się losy wojowników, kto z nich odniesie sukces, a kto polegnie na polu walki. 

Moja ocena: 8,5/10


Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki
Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę

niedziela, 21 kwietnia 2013

Bernard Cornwell - Panowie Północy

Tytuł: Panowie Północy
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 526
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/



Ostatnio po raz trzeci spotkałam się z twórczością Bernarda Cornwella. Do tej pory miałam okazję czytać "Ostatnie królestwo" i "Zwiastun Burzy", teraz poznałam kolejną część czyli "Panowie Północy". 

W tym tomie poznajemy kilku nowych bohaterów, z królem Guthredem na czele. Ten łatwo dający sobą manipulować władca jest postacią zupełnie nie posiadającą własnego zdania, przez co momentami bardzo mnie irytował. Nie lubię w powieściach postaci, które szybko ulegają wpływom, a taka właśnie cecha została nadana Guthredowi. Tradycyjnie kilka postaci straci swoje życie, zwłaszcza z ręki głównego bohatera. Warto zaznaczyć, że na brak potyczek wojennych nie będziemy narzekać, bo Uthred będzie miał plan odbić zagarnięty przez wuja Bebbanburg, odnaleźć i uwolnić potomków Ragnara oraz pomścić jego śmierć. 

Cornwella polubiłam właściwie od pierwszego tomu przygód Uthreda i moja sympatia w ogóle nie osłabła. Autor nadal trzyma fenomenalny poziom. Bardzo obrazowe opisy bitew sprawiały, że moja wyobraźnia przenosiła mnie w wir walki. Niemal słyszałam okrzyki i odgłosy towarzyszące starciu wojowników. Krew lała się strumieniami, wokół gęsto od trupów, ale nasz główny bohater wychodzi ze wszystkich potyczek jeszcze bardziej silny. 

Autor przedstawia Uthreda jako człowieka mściwego, pozbawionego skrupułów i współczucia. Z drugiej strony właśnie w tej części cyklu jest podkreślone to, jak bardzo honorowym człowiekiem jest ten wojownik. Stawia sobie za cel pomszczenie okrutnej śmierci przybranego ojca, Ragnara i robi wszystko, aby zgładzić morderców. Oczywiście Uthred będzie wielokrotnie w tarapatach, gdyż prządki bardzo lubią plątać nici jego życia. Co kilkadziesiąt stron prowadzi walkę na śmierć i życie, ale czytelnik i tak wie, że skoro Uthred jest narratorem, obecnie wspominającym dawne czasy staruszkiem, to nie może przedwcześnie zginąć. 

Zaczynam zauważać spore zmiany zachodzące w bohaterze. Dojrzałość wymaga na nim coraz mądrzejsze, bardziej przemyślane decyzje. Nie jest już lekkomyślny, chociaż nadal jego niektóre zachowania mnie denerwowały. Zdecydowanie jednak zaczynam go coraz bardziej lubić i jestem niezmiernie ciekawa, co nowego przyniosą  kolejne dwa tomy :). 

Moja ocena: 8/10

Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

 

Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Bernard Cornwell - Zwiastun Burzy

Tytuł: Zwiastun Burzy
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 591
Żródło okładki: http://lubimyczytac.pl/






Całkiem niedawno zaczęłam czytać "Ostatnie królestwo", pierwszą część cyklu "Wojny Wikingów". Była to naprawdę rewelacyjna lektura, o czym możecie się przekonać czytając moją recenzję. Dzisiaj nadszedł czas na drugi już tom, czyli "Zwiastun Burzy".

Duńczycy i Sasi nadal trwają w stanie wojny. Uthred, Sas wychowany przez duńskiego przywódcę, Ragnara nie potrafi opowiedzieć się po jednej ze stron. Z Duńczykami, a właściwie z potomkiem Ragnara wiąże go przyjaźń i pogaństwo, z kolei Alfredowi przysiągł wierność. Bohater jest również rozbity pomiędzy żonę Mildrith, którą zostawił przed wyruszeniem na wojnę, a Iseult, królową, która ma dar przepowiadania przyszłości. Bardzo szybko zostaje zerwany sojusz pomiędzy Duńczykami i Sasami, więc na brak bitew, lejącej się krwi i zabitych nie będziemy narzekać. 

Oj nadenerwował mnie Uthred w tej części :). Nie potrafił się zdecydować, czego tak naprawdę oczekuje od życia, oczywiście oprócz sławy, bogactwa i walki. Jego zachowanie wobec Mildrith i ich syna nie było godne podziwu, wolał zdradzać żonę i ją ignorować. Oczywiście miał momenty, w których zachowywał się jak bohater, w których walczył w imieniu króla Alfreda. Jest nieustraszony, odważny, gotowy nawet do oddania życia. Nie poddaje się bez walki, zawsze wychodzi przed szereg, jakby chciał dodać ducha walki swoim kompanom. 

Bardzo spodobała mi się postać Pyrliga, zdecydowanie zrównoważył swoim zachowaniem i uwagami resztę księży, którzy tylko się modlili i koniecznie chcieli nawracać Uthreda na wiarę chrześcijańską. Mam nadzieję, że w trzecim tomie Pyrling wysunie się na pierwszy plan, jeśli chodzi o bohaterów skupionych wobec Uthreda. 

Zazwyczaj nie zwracam dużej uwagi na okładki, ale muszę przyznać, że ta jest chyba najlepsza ze wszystkich 4 wydanych do tej pory książek. Jest w niej coś mrocznego i bez wątpienia oddaje klimat opowieści, która jest nieco bardziej zagadkowa i skomplikowana od "Ostatniego królestwa". 

Troszeczkę zirytował mnie fakt, że w jednym z przypisów, zamiast wyjaśnienia trudnego zwrotu było odesłanie do poprzedniego tomu. Jak czytelnik, podczas czytania blisko 600 stron książki ma sięgać do innej, o podobnej liczbie stron, aby poszukiwać jednego przypisu? Ok, może się czepiam, bo brak znajomości tego słowa nie przeszkodził mi w zrozumieniu tekstu, ale tak czy inaczej, nie lubię odsyłaczy do poprzednich części. 

Cornwell po raz kolejny mnie do siebie przekonał, po raz kolejny zachwycił rewelacyjnymi opisami i dopracowaniem szczegółów. Już nie mogę się doczekać, kiedy poznam dalsze losy Uthreda, jego przyjaciół oraz wrogów.

Moja ocena: 8/10

Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę

sobota, 16 marca 2013

Bernard Cornwell - Ostatnie królestwo

Tytuł: Ostatnie królestwo
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 534
Źródło okładki: http://www.strefaksiazki.net/



Bernard Cornwell jest znany głównie jako autor powieści historycznych. W jego dorobku znajduje się między innymi pięciotomowy cykl "Wojny Wikingów", którego pierwszą część mam za sobą. Jak podobało mi się "Ostatnie królestwo" i postacie wykreowane przez Cornwella? Zachwyciłam się niemal od pierwszej strony :)

Bitwa między Anglikami a Duńczykami. W krwawej potyczce górę biorą ci drudzy. Wśród zabitych Uthred, pan Bebbanburgu. Jego 10 - letni syn i jedyny dziedzic, również Uthred zostaje wzięty do niewoli przez wikingów. I w tym momencie rozpoczyna się cała historia. Chłopiec trafia pod opiekę Ragnara, mężnego duńskiego wojownika. To pod jego okiem szkoli się do pierwszych walk, przejmuje pogańskie wierzenia i uczy się najważniejszych rzeczy przydających się na polu walki. Obserwujemy różne wydarzenia z życia Uthreda, jego przyjaźnie, pierwsze uczucie. Razem z nim przeżywamy ból, cierpienie i radość, wszystko za sprawą tego, że to jego oczami patrzymy na wszystkie wydarzenia, które wspomina. 

Troszeczkę niedociągnięciem ze strony autora był fakt, że Uthred właściwie ze strony na stronę z angielskiego dziedzica stał się przyjacielem Wikingów. Zabrakowało mi ukazania tego procesu przejścia, gdyż Ragnar w jednym momencie jest zabójcą brata Uthreda, a bardzo szybko staje się drugim ojcem i wzorem dla dziesięciolatka. Można zrzucić to na bardzo młody wiek chłopca, który właściwie jeszcze wielu rzeczy w swoim życiu musiał się nauczyć. Poza tym ten nietypowy sojusz może jeszcze bohaterowi pomóc w przyszłości. Ale nie uprzedzajmy faktów :). 

Oklaski dla autora za sceny bitew! Wręcz czułam zapach krwi i śmierci, słyszałam szczęk broni, okrzyki wojenne, napięcie towarzyszące wojownikom. Fani opisów bitew z pewnością poczują się usatysfakcjonowani.

Jest wielu czytelników, którzy nie lubią powieści historycznych, uważają je za nudne i w ogóle po nie nie sięgają. Cornwell nawet pozornie mało ciekawe wydarzenia przedstawia w taki sposób, że je pochłaniamy i tylko czekamy na to, co będzie dalej, jak rozwinie się akcja. Z pewnością należy zwrócić uwagę na realne fakty, które pojawiły się w powieści. Autor z ogromną dbałością dopracował detale, dzięki czemu nie mamy poczucia, że ktoś nam wciska nieprawdę. Dodatkowo nota historyczna i objaśnienia, które autor dołączył do tekstu sprawiają, że ktoś bardzej dociekliwy nie musi szukać informacji w źródłach, bo jest to już wyjaśnione w powieści.

Moim zdaniem warto zwrócić uwagę na "Ostatnie królestwo", zwłaszcza że kolejne części cyklu zbierają równie rewelacyjne oceny. A może, jeśli okaże się, że powieść historyczna nie równa się nudna powieść, ktoś z Was się skusi na tego typu literaturę :).

Moja ocena 8,5/10

Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Jacek Inglot - Wypędzony

Tytuł: Wypędzony
Autor: Jacek Inglot
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 379
Źródło okładki: http://www.strefaksiazki.net/sites/books/158



„Powiadacie, że teraz tu będzie Polska. Jakim prawem, pytam? To tak, jakby w Italii objawili się nagle potomkowie Etrusków i oznajmili Włochom, że nie mają prawa do swojej ziemi!”

Macie czasami tak, że jedna powieść zmienia Wasz pogląd na niektóre sprawy? Jeśli nie, zachęcam do przeczytania książki "Wypędzony" Jacka Inglota. Autor specjalizował się do tej pory w fantastyce, więc tym bardziej dziwi napisanie przez niego książki, którą możemy podciągnąć do powieści z nutą historii. Jako mieszkaniec Wrocławia opisał swoje miasto tuż po zakończeniu II wojny światowej. To, co przed wojną było niemieckim Breslau, wkrótce po niej zostało przemianowane na polski Wrocław. Dochodzi do spotkania obu narodów: polskiego i niemieckiego. Polacy nastawiają się głównie na szaber i zajmowanie dobytku, który został im przydzielony przez władze. Niemcy starają się bronić, wskutek czego powstaje Werwolf - konspiracyjna organizacja mająca na celu walkę z napływającymi Polakami. Zadanie wytropienia przywódcy Werwolfu zostaje przyznane Janowi Korzyckiemu - porucznikowi Armii Krajowej uciekającemu przed UB. Korzycki przez cały czas trwania powieści albo prowadzi ideologiczne rozmowy, które moim zdaniem zasługują na wyróżnienie, albo zajmuje się sprawami dotyczącymi ładu i porządku w mieście. Mimo to, powieść nie jest nudna i zdecydowanie świadczy to na jej korzyść.

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to na uwagę zasługuje okładka, przedstawiająca młodego, elegancko ubranego mężczyznę na tle miasta. Trochę nie zgadzam się z opisem "Śledztwo w powojennym Wrocławiu" gdyż według mnie przekaz był bardziej ideologiczny niż skoncentrowany na zagadce kryminalnej. Jeśli ktoś z Was liczy na brawurową akcję, trzymające w napięciu tropienie szabrowników i konspiracyjnych organizacji to od razu chcę uprzedzić, że tego w powieści jest bardo mało.

Autor ma u mnie wielkiego plusa za to, że nie poddaje się stereotypom i schematom, nie boi się oskarżeń o brak patriotyzmu. Część z nas może odbierać tę książkę jako użalanie się nad Niemcami, ale z drugiej strony jest to ukazanie dramatu ludzi skrzywdzonych przez historię. Jacek Inglot zmusza nas do zastanowienia się, czy rzeczywiście powinno się wszystkich Niemców rozliczać za wojnę, czy były to osoby obarczone odpowiedzialnością za decyzje swoich władz. Ponadto, wyczuwa się u autora doszlifowanie warsztatu pisarskiego, od razu widać, że nie mamy do czynienia z debiutantem, tylko osobą o wyrobionym stylu.

Sceną, która najbardziej mnie poruszyła była wywózka rodziny Hagenów do Niemiec i reakcja najstarszej członkini rodu. Dla osób, dla których Breslau - Wrocław był małą ojczyzną, miejscem, z którym wiązało się mnóstwo wspomnień wyjazd do Niemiec stanowił spełnienie najgorszych koszmarów. Warto sobie również przytoczyć fakt, że również i nasi rodacy byli przesiedlani we wcześniejszych latach na obce ziemie. W obliczu zmian terytorialnych wszystkie narody zrobiły się równe, każdy musiał coś poświęcić.

Na zakończenie chciałabym przytoczyć fragment, który moim zdaniem najlepiej odwzorowuje przesłanie powieści Jacka Inglota: „Niemcy jako naród są winni wojny i okrucieństw, ale nie jako jego pojedynczy obywatele”

Moja ocena: 7/10

Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki 
Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę

Powieść przeczytałam w ramach wyzwania


czwartek, 29 listopada 2012

Juraj Červenăk - Bohatyr. Żelazny kostur

Tytuł:  Bohatyr. Żelazny kostur
Autor: Juraj Červenăk
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 502
Źródło okładki: http://www.strefaksiazki.net/sites/books/155



Juraj Červenăk to słowacki pisarz, z którego powieścią miałam już okazję się spotkać. Lektura "Władcy wilków" okazała się naprawdę świetną rozrywką, więc bez zastanowienia sięgnęłam po pierwszą część trylogii Bohatyr "Żelazny kostur" tego autora.

Akcja rozgrywa się około 965 roku. Ilja, poniżany przez wszystkich kaleka jako jedyny wychodzi bez szwanku z napadu bandy Kipczaków i Czeremisów na jego małą wioskę. Reszta mieszkańców zostaje zabita lub wzięta do niewoli, tak jak Dinara, piękna dziewczyna w której jest zakochany Ilja. Po pogromie mężczyzna zostaje sam i na jego barki spada pogrzebanie pomordowanych. Nieoczekiwanie we wsi zjawiają się trzej wędrowcy. Ilja, mimo natłoku problemów proponuje im gościnę. Wędrowcy odwdzięczają mu się uzdrowieniem z choroby. Od tej pory Ilja jest bardzo silnym i zdrowym człowiekiem, który stawia sobie za cel pomszczenie sąsiadów i ukochanej. Dołącza do drużyny księcia Światosława, władcy Rusi, który chce powiększyć obszar swojego państwa. Wraz z tą decyzją życie Ilji bardzo się zmienia.

Akcja powieści jest bardzo ciekawa, ale wydarzenia zaczynają się rozkręcać dopiero po dłuższym wprowadzeniu. Tak naprawdę zaczyna się dziać coś ciekawego z chwilą przyjęcia Ilji do grona bohatyrów. Główny bohater to najbardziej ciekawa postać powieści. Przeciwności losu, poniżanie i wyśmiewanie z powodu pochodzenia i kalectwa go nie załamały, wręcz przeciwnie, starał się żyć normalnie, jak inni. Jego późniejsza postawa również zasługuje na podziw. Jest nieustraszony, odważnie stawia czoła wszelkim wyzwaniom. Wołch, Mikuła i Jegor czyli trzej tajemniczy wędrowcy również zyskali moją sympatię, głównie ze względu na ich zachowanie w stosunku do Ilji.

Teraz czas na zachwyty nad szatą graficzną książki. Została wydana w miękkiej okładce ze skrzydełkami. Zostały na nich umieszczone fragment powieści, notka biograficzna autora i spis pozycji należącej do trylogii Bohatyr (Żelazny kostur, Czarne serce, Jama krzyczącej śmierci). Dodatkowo w 500 stronach książki została zawarta mapa terenów, na których rozgrywa się akcja oraz aneks zawierający informacje o dawnych bogach, wierzeniach, nazwach i postaciach historycznych. Wszystko to jest jednak niczym w porównaniu z pięknym, delikatnym zdobieniem każdej kartki. Dawno się nie spotkałam z takim dopracowaniem wizualnym, więc tym bardziej polecam choćby zajrzenie do środka książki.

Początkowo autor może nas delikatnie znudzić, gdyż tak jak wspomniałam, wartka akcja nie zaczyna się od pierwszej strony. W pewnym momencie akcja przyspiesza, a czytelnik nie może się doczekać co będzie dalej. Tym bardziej zakończenie mnie wprawiło w niemałe zdziwienie. Wszystko się nagle urywa i czytelnik, który chce dowiedzieć się co będzie dalej musi sięgnąć po następną część trylogii. Zabieg sprytny, Juraj Červenăk może być pewny, że na powieść "Bohatyr. Czarne serce" wszyscy fani będą czekać z wytęsknieniem :). 

Świetnie dopracowany tekst, walka, magia, przeznaczenie, przyjaźń, zemsta.  Łącząc te czynniki otrzymujemy naprawdę rewelacyjną fantastykę, do jakiej należy "Bohatyr. Żelazny kostur". Jeśli lubicie fantastykę i chcecie się z nią zmierzyć w wydaniu słowiańskim to bardzo zachęcam do zapoznania się z tą książką. Jeśli nie czytacie fantastyki to jestem pewna, że po 500 stronach tej pozycji przekonacie się do takiej literatury.

Moja ocena: 10/10

Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę

środa, 14 listopada 2012

Agnieszka Chodkowska - Gyurics, Tomasz Bochiński - Pan Whicher w Warszawie


Tytuł: Pan Whicher w Warszawie
Autor: Agnieszka Chodkowska - Gyurics, Tomasz Bochiński
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 494
Źródło okładki: http://www.strefaksiazki.net/sites/books/157






"Książę detektywów Scotland Yardu na tropie zbrodni w ogarniętej powstańczą gorączką XIX -  wiecznej Warszawie". Te słowa widnieją na przedniej stronie okładki i od pierwszego kontaktu z tą powieścią są zachęceniem do jej przeczytania. Duet Agnieszki Chodkowskiej - Gyurics i Tomasza Bochińskiego wspólnymi siłami stworzył opowieść o zbrodni i śledztwie i umieścił ją na tle Warszawy w przededniu powstania.

Do Warszawy, pozostającej wciąż pod zaborem rosyjskiego cara przybywa z Anglii książę detektywów - Jonathan "Jack" Whicher. Zostaje on skierowany do wyjaśnienia zagadkowego zniknięcia grafini Dołgoruki. Okazuje się, że nie jest ona jedyną zaginioną z tej rodziny. Według plotek, kilka miesięcy wcześniej jej córka uciekła z mężczyzną z niższego stanu. Sprawa zostaje jednak zamieciona pod dywan ze względu na możliwość rozdmuchania skandalu w rodzinie arystokratów, blisko spokrewnionych z carem. Oprócz tego w Warszawie źle się dzieje: nocami miasto przemierza Czarna Kareta porywająca ludzi, a ktoś morduje pozornie przypadkowe osoby i masakruje ich ciała. Dodatkowo pojawiają się słuchy o nadchodzącym wybuchu powstania. Angielski detektyw musi w tym całym zamieszaniu zachować jasny umysł i rozwiązać zagadki arystokratów. Mężczyźnie grozi niebezpieczeństwo - ktoś bardzo chce, aby zaprzestał kontynuowania swojej misji.

Muszę przyznać, że dałam się złapać autorom w pułapkę. Jak dziecko przyjmowałam kolejne tropy i byłam wręcz przekonana, że podejrzany jest winny. Za chwilę okazywało się jednak, że inna osoba nie ma alibi i krąg ewentualnych morderców się powiększał. W momencie, w którym akcja zaczęła się rozwiązywać wprost nie mogłam się doczekać co będzie dalej, czy ostateczny zabójca zostanie ujawniony, czy poniesie karę za śmierć wielu osób? Pani Agnieszka i Pan Tomasz nieustannie trzymali mnie w napięciu. Należy im się szacunek, zwłaszcza za dopracowanie powieści pod względem maleńkich szczegółów. Jak głosi Posłowie (które polecam przeczytać, bo jest wyjątkowo ciekawe) dużo elementów jest odwzorowaniem realiów 1862 roku. Należy sobie uświadomić, że w tych czasach nie było internetu, telefonów, nowoczesnych technik śledczych, badań DNA. Informacje były przekazywane za pomocą poczty, co wiązało się nawet z kilkutygodniowym oczekiwaniem. Mimo to, obecność genialnego detektywa Whichera, który jest postacią autentyczną prowadzi do rozwiązania najbardziej zagmatwanej zagadki.

Powieść należy do serii Alibi, w której znajduje się również opisywana kiedyś przeze mnie "Carska roszada". "Pan Whicher w Warszawie", podobnie jak wcześniej wspomniana pozycja, dla zwiększenia dramatyzmu zyskał okładkę poplamioną krwią. W środku mamy cały tekst podzielony kartkami z kalendarza oraz wyznaczone pory dnia. Dzięki temu nie musimy się zastanawiać nad upływem czasu w powieści, czy dana sytuacja wydarzyła się rano czy wieczorem. Dodatkowo część wydarzeń jest przedstawionych z perspektywy głównego bohatera. Sprawia to, że możemy być bliżej śledztwa, gdyż wręcz wnikamy w umysł detektywa. Mężczyzna , mimo niskiego pochodzenia dobrze wtapia się w świat arystokracji, nie dba jednak o to że urazi jakąś ważną osobę. Najważniejszym celem jest odnalezienie zabójcy, a to panu Whicherowi nie przyjdzie wcale tak łatwo.

Cóż mogę napisać? Polecam, polecam i jeszcze raz polecam :). Rewelacyjna powieść na długie jesienne wieczory, od której ciężko jest się oderwać. Jeśli macie ochotę na kryminał z nutą historii w tle to zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, z pewnością nie będziecie zawiedzeni.

Moja ocena: 9/10


Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania

środa, 8 sierpnia 2012

Lena Najdecka - Rodzina Wenclów. Wspólnik

Tytuł: Rodzina Wenclów. Wspólnik
Autor: Lena Najdecka
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 470
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/106986/rodzina-wenclow-wspolnik



"Kiedy przyjaciel staje się wrogiem..."

Z tego co wiem Lena Najdecka jest debiutantką na polu tworzenia powieści. Spodziewałam się czegoś dobrego, ale z pewnymi niedoskonałościami dotyczącymi niewyrobionego stylu i małym przynudzaniem w akcji. Z Leną Najdecką jednak nudzić się nie można :)
Bohaterami powieści są osoby klasy średniej, posiadające pozycję społeczną i pieniądze. Status majątkowy nie zapewnia im jednak szczęścia, wręcz przysparza kolejnych kłopotów. 
Ryszard Wencel i jego żona Elżbieta to rodzice trzech synów: Pawła, Mateusza i Piotra, który właściwie występuje w powieści tylko w rozmowach reszty rodziny. Spotkaliśmy się z nim tylko raz podczas obiadu u Wenclów, ale żałowałam, że jego wątek nie został rozwinięty. Paweł boryka się z problemami małżeńskimi - jego żona Hanna przestaje z nim rozmawiać, więc mąż podejrzewa zdradę. Poza tym nabiera niepewności co do wspólnika, który namawia go na podejrzany interes. Mateusz z kolei ma bardzo ugodową towarzyszkę życia Karolinę, lecz ciągnie go w stronę przygodnych romansów. 
Akcja nie skupia się jednak tylko na rodzinie Wenclów. Możemy poznać też Matyldę Rolicz - siostrę Hanny, jej narzeczonego Igora i rodzinę, z babcią Polcią na czele. Matylda ma jeszcze toksyczną szefową Dominikę i jej poddanych, a Paweł współpracuje z Zagajewiczem i Zybertem. W ich interesy próbuje się jeszcze wmieszać Mirosław Kwaśniak. Jak widać bohaterów jest dosyć dużo, ale autorka opisuje wszystkich tak dokładnie, że nie mamy problemu kto jest kto. Mini spis bohaterów jest umieszczony też na stronach 27 - 28 przy okazji posiłku w siedzibie Wenclów.
Jeśli chodzi o bohaterów to do gustu przypadła mi najbardziej Karolina, żona Mateusza i Matylda. Obie panie nie są aż tak zapatrzone w siebie jak reszta, nie są chciwe, należą do bohaterów, których da się lubić.
Paweł Wencel to niemal wierna kopia ojca. Obaj są skąpi, mają problem z tolerancją innych narodów, ale ujawnia się u nich brak dobrego wychowania. Obaj szalenie mnie irytowali, mimo wszystko sprawiali wrażenie największych czarnych charakterów tej powieści. Poza tym denerwowali mnie tym ciągłym wyliczaniem co ile kosztuje, czasami chwaleniem się swoim bogactwem. Tak naprawdę cała rodzina Wenclów jest jednym wielkim zakłamaniem, co bardzo dobrze obrazuje porównanie wybryków Matiego i Hanny. To co robi syn jest przemilczane, bo musi się wyszaleć, a żona Pawła jest przez nich traktowana jak największa winowajczyni.
Co mi się podobało oprócz bohaterów? To, że nic tutaj nie było jednoznaczne, postaci nie są tylko dobre lub tylko złe. Autorka pokazuje ich wady, ale możemy na nie patrzeć przez pryzmat środowiska, w którym się znajdują i już nic nie wydaje się być takie jak przedtem. Lenie Najdeckiej należą się też brawa za wspaniałe operowanie językiem, ani jedna strona mnie nie znudziła. Dialogi są naturalne, czasami ociekające wulgaryzmami, które niestety są bardzo często obecne w rozmowach ludzi bez względu na status społeczny. Akcja jest ciekawie przeprowadzona, tylko niestety książka ma ogromną wadę: żaden z wątków nie jest zamknięty, musimy czekać na kolejną powieść czyli "Rodzina Wenclów. Układ". A o tej niestety póki co nic nie wiadomo kiedy się pojawi. Mam nadzieję, że jak najszybciej bo jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy tej rodziny :). 
Moim zdaniem "Rodzina Wenclów. Wspólnik" to dobra rozrywka na wakacje, bo nie jest jakoś specjalnie przytłaczająca, a czyta się lekko i ciekawie :).
Moja ocena: 9/10


Jeśli chcesz zobaczyć, co o tej książce myśli Piotr Zelt, a co o środowisku prawniczym ukazanym w powieści mówi prawnik, obejrzyj ten materiał klik.



Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją obiektywność i ocenę książki