poniedziałek, 20 marca 2017

Helen Fielding - Dziennik Bridget Jones. Dziecko

Tytuł: Dziennik Bridget Jones. Dziecko
Autor: Helen Fielding
Liczba stron: 298
Wydawnictwo: Zysk i S - ka
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl



Postać Bridget Jones, singielki z lekką nadwagą i talentem do wplątywania się w problemy stała się już niemal kultowa. Zdarzają się powieści reklamowane jako "historia polskiej Bridget Jones", a oryginalna bohaterka jest bliska czytelniczkom, które tak jak ona nie są idealne, ale starają sobie poukładać życie. 

W tej części Bridget Jones zachodzi w ciążę, niestety głównym problemem bohaterki jest to, kto może być ojcem. Kandydatami na ojca są Mark oraz Daniel. Aby stwierdzić, który z nich jest tym szczęśliwcem, cała trójka musi czekać aż do porodu. Obaj panowie profilaktycznie próbują wczuć się w rolę, chodzą na spotkania w szkole rodzenia oraz fundują głównej bohaterce wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Ogromnym minusem był dla mnie fakt, że ta powieść rozgrywa się pomiędzy "W pogoni za rozumem", a "Szalejąc za facetem" i wiele wydarzeń nawet w 1% nie było zaskakujących. Bridget, mimo że nadchodzi dla niej bardzo ważna i nowa życiowa rola, dalej zachowuje się tak, jak przyzwyczaiła nas do tego w poprzednich tomach. Cały czas ma swoje głupiutkie powiedzenia, zachowania, które czasami drażnią, a czasami rozbawiają do łez. 

Mam co do książek o Bridget dziwną zasadę: mimo, że nie są to książki wybitne, czasami drażni mnie infantylność bohaterki, to i tak sięgam po kolejną część. Myślę, że gdyby została wydana piąta część (co już pachniałoby tasiemcem) to i tak bym z chęcią sprawdziła, w jakie problemy tym razem wpadła Bridget Jones. Ogólnie zarówno tę powieść, jak i cały cykl chciałabym Wam polecić, myślę że są to książki idealne na każdą porę roku, aby trochę się pośmiać i odprężyć przy niezobowiązującej lekturze :).

Moja ocena: 6/10

piątek, 3 marca 2017

James Frey, Nils Johnson - Shelton - Reguły gry

Tytuł: Reguły gry
Autor: James Frey, Nils Johnson - Shelton
Liczba stron: 343
Wydawnictwo: SQN
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl


"Reguły gry" to kolejna i ostatnia już część trylogii Endgame. Ta seria była o tyle ciekawa, że dla czytelników stanowiła część większego projektu, w którym można było wygrać 250 tysięcy dolarów. Strony powieści są jednak pełne zagadkowych liczb i cytatów, które mogą naprowadzić na rozwiązanie zagadek.

Przedstawiciele starożytnych rodów ponownie stają do walki w grze. Wygrać może tylko jedna osoba, która dzięki temu może także ocalić swój lud. Część bohaterów postanawia jednak przechytrzyć Stwórców i zatrzymać Endgame bez wyłonienia zwycięzcy. Muszą nawiązać między sobą bardzo trudną nić porozumienia, zaufać osobom, które usiłowały ich zabić. 

Ostatnia część trylogii Endgame zdecydowanie najbardziej trzyma czytelnika w napięciu. Plusem staje się to, że bohaterowie stają się bardziej "ludzcy" - zamiast się wzajemnie zabijać, łączą się w grupy, którym przyświeca jeden cel. Kolejną pozytywną rzeczą, którą zaobserwowałam w tym cyklu jest fakt, że do końca nie mamy pewości, jak zakończy się gra, nikt nie staje się faworytem, nie wysuwa na prowadzenie. Bohaterowie podróżują po świecie, walczą z czasem, poszukują sojuszników. Możemy ich coraz lepiej poznać (chociaż do niektórych nie ma co się przywiązywać), dowiedzieć się, jakimi wartościami się kierują. 

Jeżeli jeszcze nie znacie cyklu Endgame, to naprawdę szczerze mogę Wam go polecić. Momentami nie jest porywający, lekko nuży, ale gdy akcja się rozkręci, to ciężko jest się oderwać od kolejnych rozdziałów. Pozostaje tylko niedosyt, bo pewne kwestie zostały poruszone zbyt ogólnie, a bohaterowie, których polubiłam zostali za szybko uśmierceni. Mimo drobnych niedociągnięć jestem na tak :). 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki serdecznie dziękuję


wtorek, 28 lutego 2017

Podsumowanie lutego

Jak to dobrze, że luty już się kończy i nadchodzi marzec :). Uwielbiam ten miesiąc, bo kojarzy mi się z samymi dobrymi wydarzeniami i powoli widać nadchodzącą wiosnę, która jest moją ulubioną porą roku. 

W lutym przeczytałam następujące książki:

1. Fiodor Dostojewski - Biesy - 670 str.
2. James Frey, Nils Johnson - Shelton - Reguły gry - 343 str.
3. Samantha Shannon - Zakon mimów - 532 str.
4. Elizabeth Craft, Shea Olsen - Flower. Jak kwiat - 332 str.

Nie ma w tym zestawieniu książki, która wywołałaby we mnie efekt WOW, a najsłabszą niestety była "Flower. Jak kwiat".

Jak Wam minął luty? Jaka książka Was totalnie oczarowała, a jaka rozczarowała?


piątek, 17 lutego 2017

Shari Lapena - Para zza ściany

Tytuł: Para zza ściany
Autor: Shari Lapena
Liczba stron: 333
Wydawnictwo: Zysk i S - ka
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl

Para zza ściany to książka, którą pierwotnie planowałam przeczytać dopiero w lutym. Gdy dotarła do mnie przesyłka, z ciekawości przeczytałam pierwszą stronę i zanim się obejrzałam, byłam już na 30. Drugie podejście do tej powieści zakończyło się prawie skończeniem całości, więc powinna być to najlepsza rekomendacja :)

Shari Lapena przedstawia nam pozornie szczęśliwe, młode małżeństwo. Anne i Marco są rodzicami półrocznej Cory, która jest oczkiem w głowie całej rodziny. Pewnego wieczoru wybierają się na przyjęcie urodzinowe do sąsiadów, a dziecko postanawiają zostawić z nianią. W ostatniej chwili opiekunka rezygnuje, gospodarze nie życzą sobie obecności dziecka, więc małżeństwo postanawia zostawić je w domu i zaglądać do córeczki co pół godziny. Podczas zakrapianego przyjęcia Marco flirtuje z sąsiadką, co bardzo nie podoba się jego żonie. Po powrocie do domu okazuje się, że Cora zniknęła. W domu pojawia się detektyw Rasbach, który od razu zaczyna bacznie obserwować małżeństwo. Pod domem Marco i Anne czają się też dziennikarze, którzy także zdają się czyhać na każdy ich błąd.

Z każdym kolejnym rozdziałem dowiadujemy się o bohaterach czegoś nowego. Depresja Anne, domniemany romans jej męża z sąsiadką, skomplikowane relacje Marco i rodziców Anne zwracają uwagę śledczych, którzy podejrzewają o porwanie Cory jej najbliższych. Autorka odkrywa przed nami najciemniejsze zakątki ludzkiej natury, pokazuje co jest w stanie zrobić człowiek dla własnej korzyści. 

O tym, kto jest odpowiedzialny za zniknięcie Cory dowiadujemy się mniej więcej w połowie powieści, ale mimo to obserwowanie, jak dochodzi do tego reszta bohaterów jest prawdziwą przyjemnością. Ostatnia scena wbiła mnie w fotel, pozostawiła w stanie wielkiego WOW, miałam ciarki i byłam zachwycona tym, jak autorka zakończyła tę powieść. Jest to jednak nieco otwarte zakończenie i dodatkowe 10 - 15 stron epilogu mogłoby być bardzo interesujące.

Mimo, że to dopiero początek roku, ta powieść jest mocną kandydatką do czołówki najlepszych książek przeczytanych w 2017 roku. Jestem tym bardziej zaskoczona, gdyż jest to debiut. Mam nadzieję, że Shari Lapena nie poprzestanie na jednej powieści i już niedługo będę mogła poznać równie wciągającą historię.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję


wtorek, 14 lutego 2017

Elizabeth Craft, Shea Olsen - Flower. Jak kwiat

Tytuł: Flower. Jak kwiat
Autor: Elizabeth Craft, Shea Olsen
Liczba stron: 332
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl


Premiera: 15.02

Z okazji Walentynek chciałam napisać wpis o najpiękniejszych historiach miłosnych, ale zdecydowałam się jednak opublikować moją opinię o Flower. Jak kwiat, czyli (jak możemy wyczytać z okładki) współczesnej historii Kopciuszka.

Charlotte ma w życiu jeden cel: nigdy nie pójdzie śladami babci, matki i siostry i nie zajdzie w nastoletnią ciążę. Najważniejsza będzie kariera, budowanie pozycji, a dopiero później zakładanie rodziny. Gdy pewnego dnia do kwiaciarni, w której pracuje wchodzi tajemniczy chłopak, wszystko się zmienia. Tate bardzo intryguje dziewczynę, sprawia że zaczyna o nim dużo myśleć. 

Obawiałam się po tej książce czegoś typu: ona - raczej spokojna, marząca o wielkiej miłości. On - niegrzeczny chłopak/gwiazda muzyki/ktoś z wielką tajemnicą. Ona przy nim nabiera odwagi, otwiera się na nowe doświadczenia. On łagodnieje, a dla swojej księżniczki zrobi wszystko. Jeszcze oczywiście najlepszy przyjaciel - gej, chociaż akurat postać Carlosa bardzo polubiłam i szkoda, że autorki poświęciły mu mało miejsca. Z pewnością znacie takie powieści, gdyż niejednokrotnie pojawiały się na rynku wydawniczym takie kalki, w których było wiadomo co bohaterowie zrobią czy powiedzą.

W przypadku tej powieści też kilka razy czułam się, jakbym to już znała, ale zaskoczyła mnie postać głównego bohatera. Tate nie jest chłopakiem, w którym można się zakochać. Irytował mnie swoim zachowaniem wobec zakochanej w nim Charlotte. Ciągle ją od siebie odpychał, nie chciał porozmawiać i wyjawić, co jest przyczyną jego zachowania. Ciągle miałam nadzieję, że dziewczyna w końcu się opamięta, ale ona trwała w swoim stanie. Z drugiej strony, bohaterka jest dziewczęco naiwna, miłość przesłania jej wszystkie obawy i złe doświadczenia, które dotykały kobiety w jej rodzinie. Jeszcze jedną rzeczą, która raziła mnie w oczy był fakt, że Charlotte, która tak bardzo chciała być niezależna, nagle bez sprzeciwu godzi się na to, że Tate kupuje jej bardzo drogie prezenty.

Ta książka jest odskocznią od ambitnej literatury, ale należy do grupy powieści, które zapomina się kilka dni po przeczytaniu. Lekkie czytadło, które czasami jest nam potrzebne, aby trochę odpocząć od czegoś ciężkiego. 

Moja ocena: 5/10

Za możliwość zrecenzowania bardzo dziękuję

Kochani, z okazji Walentynek, życzę Wam, żeby Wasze historie miłosne były jak najpiękniejsze, opierały się na wzajemnym szacunku i zaufaniu, abyście znaleźli kogoś, z kim będziecie po prostu szczęśliwi przez 365 dni w roku :)