Autor: Charlaine Harris
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 257
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/
Charlaine Harris jest znaną autorką powieści kryminalnych. Popularność przyniosła jej seria o Sookie Stackhouse, a książka "Czysta jak łza" otwiera inny cykl kryminałów, z Lily Bard w roli głównej bohaterki.
Lily na codzień zajmuje się sprzątaniem mieszkań. Wśród jej klientów są sąsiedzi, których historie i charaktery są bardzo zróżnicowane. Kobieta wiele o nich wie, ale uchodzi za wzór dyskrecji, więc chętnie powierzają jej swoje małe i większe sekrety. Pewnej nocy widzi, jak zamaskowany osobnik pcha na jej wózku na śmieci jakiś pakunek. Okazuje się, że jest to ciało właściciela bloku, Pardona Albee. Kto mógł chcieć jego śmierci? Kto mógł na niej coś zyskać? Lily rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Niestety, musi zmierzyć się z traumą własnej przeszłości, którą ktoś nieoczekiwanie wyciągnął na światło dzienne i dowiadują się o niej niepowołane osoby. Poza tym jeden z sąsiadów chce jej bardzo utrudnić życie i łapie się wielu sposobów. Bohaterka jest jednak przyzwyczajona do walki, potrafi sama się obronić, więc żaden przeciwnik jej niestraszny.
Moje pierwsze spotkanie z Charlaine Harris było prawdę mówiąc średnio udane. Akcja nie wciągała tak mocno, jak powinna. Motyw był nieco naciągnięty, autorka mogła nieco bardziej się postarać i trochę ciekawiej skonstruować intrygę. A tak nie czułam napięcia, pewnego przestrachu i zaciekawienia, co będzie dalej, czy przypadkiem nikt nie wyskoczy zza rogu i nie zaatakuje zbyt ciekawskiej sprzątaczki.
Czuję przeogromny niedosyt po przeczytaniu tej części. Nie powiem, żebym się całkowicie zawiodła, bo czytało się ją całkiem dobrze. Odebrałam ją bardziej jako zwykłą powieść z ciekawie rozbudowanym wątkiem psychologicznym niż prawdziwy, rasowy kryminał. Nie żądałam od Charlaine Harris przelewu krwi, mózgu na ścianie, odłamków czaszki i wnętrzności wypadających z denata. Chciałam poczuć napięcie i przeniknąć do środka akcji, aby razem z bohaterami rozwiązywać zagadkę. Niestety, nie tym razem. Oby "Czyste intencje", za które mam zamiar zabrać się w niedalekiej przyszłości okazały się znacznie lepsze.
Moja ocena: 4/10