Autor: Marta Kisiel
Liczba stron: 331
Wydawnictwo: Uroboros
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl
"Nomen omen" Marty Kisiel to książka, która chodziła za mną od dnia pierwszej pozytywnej recenzji, jaka pojawiła się u kogoś na blogu. Gdy robiłam zamówienie dodałam do koszyka i po niecałej dobie mogłam rozkoszować się rewelacyjną lekturą, którą skończyłam w kilka godzin :)
Salomea Przygoda postanawia wyprowadzić się od wiecznie kompromitujących ją rodziców i brata i zamieszkać we Wrocławiu. Trafia do domu nieco ekscentrycznych sióstr Bolesnych, u których zarówno w słuchawce telefonu, jak i w radiu słychać dziwne głosy. W ślad za Salką przyjeżdża jej brat - Niedaś, ukochane dziecko rodziców. Dziewczyna już wie, że to oznacza kłopoty. Niedaś zaprzyjaźnia się z jedną ze staruszek, która tak jak on uwielbia gry komputerowe, konsekwentnie opuszcza zajęcia na studiach i wymyśla coraz to nowe sposoby, jak doprowadzić starszą siostrę do szału. W pracy Salka spotyka filologa, który jest nieco ciapowaty, ale z drugiej strony - świetny bohater ;). Wszystko komplikuje się gdy Niedaś zostaje zatrzymany pod zarzutem pobicia ze skutkiem śmiertelnym, a starsze panie wiedzą o tym więcej, niż chciałyby powiedzieć...
Tak jak wspomniałam, najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie. Ponad 80 - letnie siostry "ksero" Bolesne, z których jedna porozumiewa się tylko po niemiecku, druga jest stateczną starszą panią, a trzecia może spędząc całe noce na potyczkach w wirtualnym świecie gier. Razem z paniami w domu mieszka papuga, a wszyscy okoliczni mieszkańcy i taksówkarze omijają ulicę, przy której siostry mieszkają szerokim łukiem. Ich lokatorka - Salomea Przygoda, którą los pokarał nie tylko dziwacznym imieniem, wiecznym pechem, ale też naprawdę paskudną rodzinką. Niedaś, czyli młodszy brat - student nie wiadomo czego, który po przyjeździe do Salki usiłuje ją wrzucić do Odry. Dodatkowo wraz z rodzicami uwielbia dzielić się problemami, kompleksami i wpadkami siostry z całym światem. Na drodze rodzeństwa stają Bartek i Basia, którzy z miejsca zostaną wciągnięci w naprawdę zwariowaną sytuację.
Autorka bardzo fajnie połączyła wątek historyczny (Breslau), z wątkiem fantastycznym i komedią. Każdy z bohaterów jest obdarzony świetnym dowcipem, padają rewelacyjne i trafne riposty. Język, którymi mówią postacie jest potoczny, lekki, aczkolwiek miałam problem z odgadnięciem niektórych słów slangu z gier komputerowych. Oprócz tego wszystko jest idealnie dograne, dopracowane, łącznie z nieco demoniczną okładką.
Moje pierwsze spotkanie z Martą Kisiel uznaję za bardzo udane, gdyż książka ciągle mnie bawiła. Zdecydowanie warto ją przeczytać właśnie teraz, w czasie wakacji i urlopu, kiedy chcemy odetchnąć. Świetna rozrywka na kilka godzin, aż żal, że autorka robi między książkami tak długą (4 lata!) przerwę, bo chcę jeszcze i jeszcze czytać jej teksty :). A Wam radzę jak najszybciej zdobyć "Nomen omen", bo warto go mieć na półce!
Moja ocena: 9/10