niedziela, 22 września 2013

Lucy Maud Montgomery - Błękitny zamek

Tytuł: Błękitny zamek
Autor: Lucy Maud Montgomery
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Egmont
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/


Lucy Maud Montgomery to pisarka, której zdecydowanie nie trzeba nikomu przedstawiać. Mnóstwo dziewczyn wychowało się na jej bestsellerowej serii o Ani, do której ja również mam ogromny sentyment. Wiedziona pozytywnym przeczuciem postanowiłam sięgnąć po "Błękitny Zamek", czyli piękną opowieść o miłości. Już sam tytuł jest kuszący, uwielbiam brzmienie słowa "błękitny" :).

Valancy Stirling ma 29 lat. W rodzinie jest już uważana za starą pannę, co jest powodem do kpin. Dziewczyna jest stłamszona przez swoich najbliższych, wśród których są naprawdę niezłe charakterki. Nieoczekiwanie Valancy dowiaduje się, że ma ciężką chorobę serca i nie przeżyje dłużej niż rok. Jest to dla niej motywacją do zmiany swojego życia, zachowywania się tak, jak sama chce, a nie jak jest to wymagane przez despotyczną rodzinkę. Wyprowadza się do Ryczącego Abla, aby opiekować się jego chorą córką. Po jej śmierci oświadcza się miejscowemu postrachowi - Barneyowi. Snaith żeni się z Valancy z litości, a ich związek jest ciosem dla rodziny Stirlingów. Snaith ma bowiem tajemniczą przeszłość i jest obwiniany o mnóstwo złych uczynków. Valancy powoli odkrywa skrywane przez męża sekrety, które są dla niej coraz bardziej zaskakujące...

Bardzo dobra historia! Montgomery rysuje nam obraz rodzącej się relacji między Valancy i Barneyem. Jest to małżeństwo skrytykowane przez wszystkich Stirlingów, a trzeba zaznaczyć, że krytykowanie to ich ulubione zajęcie :). Dało się jednak przewidzieć, że musi w życiu Snaithów nastąpić ogromna rewolucja i cóż, nie trzeba być Sherlockiem żeby móc odgadnąć zakończenie. Było jednak ciekawie i to jest najważniejsze. 

Część z Was może znać tą historię, tylko z innymi, spolszczonymi imionami bohaterów. Dzięki recenzji Kasiek i przypomnieniu o Bubie uświadomiłam sobie, że i ja dawno temu poznałam "Błękitny zamek", tylko nie mogłam tego skojarzyć właśnie przez oryginalne imiona. 

"Błękitny zamek" to historia absolutnie dla każdego. Zachwycą się nią zarówno matki, jak i córki. Dzięki uniwersalności można ją odnieść do każdej z nas, bo nie ma chyba osoby, która by nie marzyła. A ta książka udowadnia, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko wyjść im naprzeciw. 

Moja ocena: 9/10

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki

Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

28 komentarzy:

  1. Nie znosiłam serii o Ani z Zielonego Wzgórza, a na dodatek, kupiłam kiedyś książkę z korespondencją L.M. Montgomery i po lekturze chciałam ją wyrzucić przez okno. Mimo tego, dam autorce ostatnią szansę i przeczytam ten "Błękitny zamek". Niech stracę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ci ta biedna Ania zrobiła? :P. To może na wszelki wypadek wypożycz z biblioteki, a później zdecydujesz się na zakup do domowej biblioteczki, żeby nie było na mnie :))

      Usuń
    2. "Ania z Zielonego Wzgórza" też mnie nie zachwyciła. Inne książki Montgomery są już zdecydowanie lepsze. Szkoda, że w podstawówce zmuszali nas do czytania najsłabszej z jej powieści. Gdyby kanon zawierał taką pozycję, jak "Błękitny zamek", więcej ludzi sięgnęłoby po inne jej książki. A tak, wynudził się czytelnik na "Ani..." i się zraził.

      Usuń
  2. Montgomery w wydaniu nietypowym, tj. bez Ani Shirley - ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, Montgomery to niemal synonim Ani i zawsze autorka się będzie z nią kojarzyła :)

      Usuń
  3. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie czytałam nic co związane jest z "Anią z Zielonego Wzgórza" :D
    Mam zamiar to nadrobić oczywiście:)
    Wracając jednak do " Błękitnego zamku", odniosłam wrażenie deja vu, poczułam coś takiego jakbym już kiedyś mogła czytać tą historię, jestem jednak przekonana że nic takiego nie miało miejsca:)
    Niemniej jestem tak zauroczona recenzją, że dodaję ją do listy must read:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może miałaś tak jak ja i czytałaś "Błękitny zamek" we wcześniejszym wydaniu? :). Mam nadzieję, że ta książka Ci się spodoba :)

      Usuń
  4. też wybrałam tą pozycje, ale jeszcze do mnie nie dotarła...cóż czasem dostaje egzemplarze od Egmont z opóźnieniem :( liczę że niedługo dojdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, to jedna z książek mojego dzieciństwa, uwielbiałam ją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do odświeżenia sobie tej historii :)

      Usuń
  6. O, fajnie, że ktoś wspomina o czymś poza "Anią z Zielonego Wzgórza".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, "Ania..." będzie zawsze najbardziej znaną powieścią autorki, ale ta jest jak najbardziej godna uwagi :)

      Usuń
  7. Czeka na półce, na razie przeczytana przez mamę :) Nie mogę się doczekać kiedy się za nią zabiorę. Ania pochłonęła mnie jak żadna inna książka i pamiętam dokładnie, że gdy kończyłam ją w niedzielę po południu i cała rodzina wołała mnie na obiad to ja się zaparłam w fotelu i nie poszłam do nich póki nie skończyłam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wciągające książki są najlepsze :). Mamie się spodobała? :)

      Usuń
  8. Warto zauważyć, że to jest powieść raczej dla starszych czytelniczek niż target "Ani" ;) Pierwszy raz czytałam jako niewinna istota, ale po latach doszło do mnie, że ich małżeństwo raczej nie było "białe" ;) Ciekawa jestem jak ta scena została przełożona w innym wydaniu - ja czytałam to z Joanną-Bubą i Edwardem. Na marginesie, o ile Valancy to obco brzmiące imię, to co jest nie tak z Barneyem/Bernardem? W ogóle tłumacze Montgomery bardzo często zmieniali imiona bohaterów, czasem zupełnie bezpodstawnie, na "bardziej swojskie". Rachela na Małgorzata, Jonasz na Jerzy, Philippa na Izabela, Paul na Jaś (!!!), Ken - Krzyś itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadam 5 tomów Ani i są chyba w 3 różnych tłumaczeniach. Jeden i ten sam bohater nazywał się w kolejnych częściach inaczej, co początkowo sprawiało mi spore trudności :/

      Usuń
  9. Czytałam tak dawno temu (chyba z 15 lat już), że muszę sobie przypomnieć, bo o ile nie lubię Ani z Zielonego Wzgórza, o tyle Błękitny zamek i Dzban ciotki Becky były świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzbanu ciotki Becky nie czytałam, ale dzięki Tobie wpisuję na listę do przeczytania :)

      Usuń
  10. A ja zdaje się nie czytałam nawet tej książki :) bynajmniej sobie nie przypominam :) mam chrapkę na tę historię :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takiej masie przeczytanych książek ta historia mogła Ci umknąć, zwłaszcza ze względu na zmienione imiona :)

      Usuń
  11. Autorka od mojej ulubionej Ani, koniecznie muszę poszukać :) A faktycznie słowo "błękitny" ma intrygujący, taki elegancki wydźwięk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam te słowo :). A książkę bardzo bardzo polubiłam i polecam :)

      Usuń
  12. Jako mały pokurcz byłam fanką Ani - przeczytałam wszystkie książki o niej, jakie zdołałam znaleźć i oglądałam animowany serial, który swoją drogą był całkiem fajny, przynajmniej wtedy :)
    "Błękitnego zamku" sobie nie przypominam, jednak chętnie przeczytam :) Twoja rekomendacja i nazwisko autorki wystarczają, żeby mnie zachęcić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja serialu animowanego jakoś nie kojarzę, chyba mam spore zaległości :)

      Usuń
  13. Oj uwielbiam ją! Czytałam jeszcze jako mała dziewczynka i ryczałam jak bóbr. Moje "must have" na półce. :D

    OdpowiedzUsuń

Zostaw tutaj ślad swojej obecności, z chęcią przeczytam i odpowiem na Twój komentarz :). Coś Ci się nie podoba lub z czymś się nie zgadzasz? Napisz mi o tym. Anonimie, podpisz się