Tytuł: Błękitny zamek
Autor: Lucy Maud Montgomery
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Egmont
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/
Lucy Maud Montgomery to pisarka, której zdecydowanie nie trzeba nikomu przedstawiać. Mnóstwo dziewczyn wychowało się na jej bestsellerowej serii o Ani, do której ja również mam ogromny sentyment. Wiedziona pozytywnym przeczuciem postanowiłam sięgnąć po "Błękitny Zamek", czyli piękną opowieść o miłości. Już sam tytuł jest kuszący, uwielbiam brzmienie słowa "błękitny" :).
Valancy Stirling ma 29 lat. W rodzinie jest już uważana za starą pannę, co jest powodem do kpin. Dziewczyna jest stłamszona przez swoich najbliższych, wśród których są naprawdę niezłe charakterki. Nieoczekiwanie Valancy dowiaduje się, że ma ciężką chorobę serca i nie przeżyje dłużej niż rok. Jest to dla niej motywacją do zmiany swojego życia, zachowywania się tak, jak sama chce, a nie jak jest to wymagane przez despotyczną rodzinkę. Wyprowadza się do Ryczącego Abla, aby opiekować się jego chorą córką. Po jej śmierci oświadcza się miejscowemu postrachowi - Barneyowi. Snaith żeni się z Valancy z litości, a ich związek jest ciosem dla rodziny Stirlingów. Snaith ma bowiem tajemniczą przeszłość i jest obwiniany o mnóstwo złych uczynków. Valancy powoli odkrywa skrywane przez męża sekrety, które są dla niej coraz bardziej zaskakujące...
Bardzo dobra historia! Montgomery rysuje nam obraz rodzącej się relacji między Valancy i Barneyem. Jest to małżeństwo skrytykowane przez wszystkich Stirlingów, a trzeba zaznaczyć, że krytykowanie to ich ulubione zajęcie :). Dało się jednak przewidzieć, że musi w życiu Snaithów nastąpić ogromna rewolucja i cóż, nie trzeba być Sherlockiem żeby móc odgadnąć zakończenie. Było jednak ciekawie i to jest najważniejsze.
Część z Was może znać tą historię, tylko z innymi, spolszczonymi imionami bohaterów. Dzięki recenzji Kasiek i przypomnieniu o Bubie uświadomiłam sobie, że i ja dawno temu poznałam "Błękitny zamek", tylko nie mogłam tego skojarzyć właśnie przez oryginalne imiona.
"Błękitny zamek" to historia absolutnie dla każdego. Zachwycą się nią zarówno matki, jak i córki. Dzięki uniwersalności można ją odnieść do każdej z nas, bo nie ma chyba osoby, która by nie marzyła. A ta książka udowadnia, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko wyjść im naprzeciw.
Moja ocena: 9/10
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki
Fakt ten nie wpływa na moją ocenę