W ostatni weekend miało miejsce wydarzenie, na które czekałam od roku i gdy zobaczyłam, że odbędą się 11 - 13 kwietnia to wręcz skakałam z radości, że data mi odpowiada i będę mogła w nich uczestniczyć. Pełna pozytywnego nastawienia wybrałam się na targi i dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami :). Będzie dużo tekstu i dużo zdjęć :)
W piątek wybrałam się, aby zrobić zdjęcia stoisk i dokonać małych zakupów. "Podarunek" będzie prezentem dla koleżanki, reszta to moje własne zakupy. "Ości" i "Miłość z kamienia" posiadam z autografami autorów :).
W piątek wybrałam się tylko na spotkanie z Ignacym Karpowiczem. Autor opowiadał o swojej najnowszej powieści "Sońka", która już w maju zostanie wydana nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Przy stoiskach można było też natknąć się na Grzegorza Kasdepke, Ałbenę Grabowską - Grzyb, Grażynę i Wojciecha Jagielskich oraz Barbarę Bursztynowicz. Na zdjęciach zostali również uwiecznieni Graham Masterton, Szymon Hołownia i Anna Ficner - Ogonowska, ale na tę część relacji zapraszam w czwartek :).
Sobota była dla mnie wspaniałym dniem, bo nie dość, że odbyły się wyczekiwane przeze mnie spotkania, to jeszcze otrzymałam od sióstr pewien targowy prezent, który spełnił moje marzenie :). Nowiutkie egzemplarze książek Stiega Larssona można było kupić za 70 zł, więc była to dobra okazja :).
Ogólnie Targi Książki były imprezą dobrze zaplanowaną, aczkolwiek kilka mankamentów na pewno dało się dojrzeć gołym okiem. Zacznę od tego, że zostały wprowadzone bilety za symboliczną złotówkę. Niby nic, ale momentami kolejki do kasy były ogromne. Do tego jeżeli ktoś chciał tego samego dnia wrócić na targi, to nie mógł już skorzystać z tego samego biletu. Od razu zdecydowałam się zakupić kilka sztuk i była to dobra decyzja, bo przy sobotnim wejściu musiałabym trochę poczekać w kolejce do kasy. Dobrym wyjściem byłyby nawet droższe wejściówki, które upoważniałyby do wielokrotnego wchodzenia w ciągu całych targów.
Problemem okazały się też szlaki komunikacyjne. Niestety, Opera i Filharmonia Podlaska ma ograniczone rozmiary, więc przy rozstawionym stoisku i kilku osobach oglądających książki czasami ciężko było się przemieszczać bez ciągłego przepraszania kolejnych osób.
Oczywiście mogłabym narzekać na brak wystawców, ale tego nie zrobię. Co prawda brakowało mi kilku większych wydawnictw, ale z drugiej strony, OiFP mogłaby mieć trudności z pomieszczeniem większej ilości stoisk, a co za tym idzie większej ilości osób. Jak każdy kupujący chciałabym większe rabaty, bo większość oferowała -20%. Od czasu do czasu trafiały się jednak pozycje, których ceny były rzeczywiście sporo niższe, między innymi Księga Wszystkich Dokonań Sherlocka Holmesa znowu kosztowała 30 zł. Widziałam przynajmniej 10 osób, które nosiły ten wielki tom :).
Mocną targów były osoby reprezentujące wydawnictwa. Rok temu bez wahania wskazałam wydawnictwo Rea jako najlepiej przygotowane do rozmów z czytelnikami. W tym roku również było tam naprawdę rewelacyjnie, ale pragnę wyróżnić pana z EneDueRabe. Profesjonalnie, ale nie nachalnie proponował książki i potrafił o nich powiedzieć z takim przekonaniem, że mimo, że literatura dziecięca to nie moja półka, to oczywiście kupiłam i jeszcze tego samego dnia przeczytałam poleconą pozycję :). Niestety byli tacy przedstawiciele, którzy bardzo słabo orientowali się w ofercie reprezentowanego przez siebie wydawnictwa.
Spotkania autorskie były prowadzone bez zarzutu, niestety nie byłam w stanie pojawić się na więcej niż czterech. Akurat udawało mi się idealnie zgrywać ze sobą godziny spotkań, podpisywania książek i dzięki temu zrealizowałam wszystkie zamierzenia. W planach pomagały informatory targowe, które były wręczane przy wejściu. W każdej wolnej chwili mogłam zerknąć co teraz mnie czeka, bądź przypomnieć sobie do jakiego stoiska muszę pędzić, bez konieczności powrotu do tablicy z harmonogramem ustawionej przy wejściu.
Poniżej kilkanaście zdjęć prezentujących stoiska wydawców :).