Autor: Conor Grennan
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/
Książkę "Mali książęta" otrzymałam właściwie przypadkiem, dzięki fan page wydawnictwa. Przyszła, leżała i leżała, czekając na swoją kolej. W końcu usiadłam do lektury i wiecie co? Zachwyciłam się.
Conor, mężczyzna koło trzydziestki stawia sobie w życiu nowy cel: zacznie podróż po świecie i spędzi 3 miesiące w domu dziecka w Nepalu jako wolontariusz. Pobudki bohatera nie są jednak szlachetne - wie, że czymś takim zaimponuje znajomym i pięknym kobietom. Wyrusza w podróż, która na zawsze ma odmienić jego życie.
W domu Małego Księcia Conor musi nauczyć się życia z dziećmi, tłumaczyć im różne sprawy. Początkowo popełnia gafy, zaczynając od przekręcania słów, aż do mylenia imion. Z czasem zżywa się z małymi sierotami i pragnie odmienić ich los. Ale jak to zrobić skoro w kraju panuje wojenny chaos? Conorowi pomagają inni wolontariusze, organizacje, osoby prywatne. Dzięki temu poznaje Liz, do której bardzo szybko zaczyna pałać uczuciem. Okazuje się też, że dzieci tak naprawdę nie są sierotami, a zostały jedynie oddane przez rodziców handlarzowi, który rzekomo miał się nimi zaopiekować na czas wojny. Conor stawia sobie za cel odnalezienie rodziców swojej gromadki...
Conor, mężczyzna koło trzydziestki stawia sobie w życiu nowy cel: zacznie podróż po świecie i spędzi 3 miesiące w domu dziecka w Nepalu jako wolontariusz. Pobudki bohatera nie są jednak szlachetne - wie, że czymś takim zaimponuje znajomym i pięknym kobietom. Wyrusza w podróż, która na zawsze ma odmienić jego życie.
W domu Małego Księcia Conor musi nauczyć się życia z dziećmi, tłumaczyć im różne sprawy. Początkowo popełnia gafy, zaczynając od przekręcania słów, aż do mylenia imion. Z czasem zżywa się z małymi sierotami i pragnie odmienić ich los. Ale jak to zrobić skoro w kraju panuje wojenny chaos? Conorowi pomagają inni wolontariusze, organizacje, osoby prywatne. Dzięki temu poznaje Liz, do której bardzo szybko zaczyna pałać uczuciem. Okazuje się też, że dzieci tak naprawdę nie są sierotami, a zostały jedynie oddane przez rodziców handlarzowi, który rzekomo miał się nimi zaopiekować na czas wojny. Conor stawia sobie za cel odnalezienie rodziców swojej gromadki...
Powinnam napisać tutaj, że książka mnie wzruszyła, poruszyła i będę do niej wracać. Bardziej odpowiednie byłoby jednak to, że powieść dała mi pewne poczucie zadowolenia i nadziei. Dlaczego? Otóż, jeżeli będzie więcej takich ludzi jak Conor oraz opisani wolontariusze, uda się pomóc większej liczbie takich małych istot, które zostały skrzywdzone przez działania wojenne. Może nie uda się dotrzeć do każdego, może ktoś będzie sierotą lub służącym, ale czytając reakcje rodziców na informacje o dzieciach, łezka radości w oku się zakręciła, że przynajmniej kilkoro dzieci będzie mogło powrócić do rodzin. Autor zasługuje na spore uznanie, zwłaszcza że historia, która wydarzyła się naprawdę, została opisana niczym świetna powieść.
Komu mogę ją polecić? Absolutnie każdemu, kto chce poczytać trochę o smutnych wydarzeniach, ale i o radości, o tym jak można cieszyć się z najprostszych rzeczy. O tym, jak można zmienić się pod wpływem drugiej osoby i jak można poświęcić się dla innych. Przeczytajcie i zachwyćcie się piękną historią Małych książąt.
Moja ocena: 9/10
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki
Fakt ten nie wpływa na moją ocenę