poniedziałek, 29 lipca 2013

Yrsa Sigurdardóttir - Statek śmierci

Tytuł: Statek śmierci
Autor: Yrsa Sigurdardóttir
Liczba stron: 334
Wydawnictwo: MUZA
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/



"Statek śmierci" to kolejna część serii, w której główną bohaterką jest Thora. Pani adwokat tym razem występuje jako pełnomocnik rodziny zaginionych ofiar. Do portu wpływa jacht, bez pasażerów i załogi. Jej zadaniem jest udowodnić, że pasażerowie, Egir i Lara oraz ich córeczki nie żyją. Jest to o tyle ważne zadanie, że małżonkowie ubezpieczyli się na bardzo wysoką kwotę. Czyżby oszustwo? Krok po kroku bohaterka odkrywa pewne fakty, które w finale wyjawiają tragiczną prawdę.

Akcja jest tak podzielona, że naprzemiennie czytamy o wydarzeniach rozgrywających się na statku i o śledztwie prowadzonym przez Thorę. Dzięki temu raz mamy mrożące krew w żyłach wydarzenia, a za chwilę wszystko trochę zwalnia i możemy odetchnąć przed ujawnieniem kolejnych zwłok. Podróżni znajdują zwłoki w zamrażarce, następnie ginie ktoś z załogi. Dodatkowo cały czas czuć woń kobiecych perfum, których z pewnością nie używa ani Lara, ani jej córki. Czy na pokładzie znajduje się duch? A może ktoś z osób przebywających na statku chce pozbyć się pasażerów? Tylko dlaczego?

Autorka umieściła akcję swojej powieści na odciętym od świata statku. Nie ma łączności z innymi jachtami, nie da skontaktować się przez komórki, gdyż nadajniki są popsute. Początkowo nie sprawia to większego problemu pasażerom, ale gdy na statku dzieją się makabryczne wydarzenia, wówczas liczą się godziny, które dzielą podróżnych od zejścia na ląd. Godziny na miarę życia...

Co do bohaterów, to moim zdaniem autorka mogła ich chociaż troszeczkę bardziej dopracować. Wiem, że powieść nie polega na tworzeniu dokładnej osobowości, profilu psychologicznego, ale lubię poznawać szerzej motywy i później w finale przeżywać moment zaskoczenia, że przecież morderca był tak oczywisty.

Prawdę mówiąc, było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Nie za bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać, ale czytając opinie blogerów na temat jej wcześniejszych książek, wiedziałam, że powinno być dobrze :). Warto zaznaczyć, że wydarzeń skupionych na życiu prywatnym pani adwokat jest tak mało, że możemy rozpocząć przygodę z jej książkami od dowolnej części, co dla mnie osobiście jest dużym plusem.

Z tego co naczytałam się u innych, można było łatwo wywnioskować, że "Statku śmierci" nie powinno się czytać późnym wieczorem lub w nocy. Również i ja przyłączam się do tego głosu, gdyż dreszczyk emocji towarzyszył mi bardzo często. Powieść autorki spełniła wszystko to, czego oczekiwałam od takiego thrillera. Czuję się usatysfakcjonowana i z miłą chęcią sięgnę po inne książki pani Yrsy.

Moja ocena: 8/10

Powieść przeczytałam i zrecenzowałam dzięki


Fakt ten nie wpływa na moją ocenę

16 komentarzy:

  1. Skoro to taka emocjonująca lektura, to chyba zostawię ją jednak na długie, letnie wieczory. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, koniecznie muszę przeczytać. Historia wciągająca niezmiernie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dreszczyk emocji? To dreszcz byl ogromny. Oj balam się. Ale to wiesz. Inna sprawa, że cykor straszny jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem troszkę mniej strachliwa, ale Twoja opinia mnie dobrze nastawiła do czytania :). Do wieczora "Statek śmierci", a jak tylko zaczęło się robić ciemno to "Amore 14" dla rozluźnienia :)

      Usuń
  4. No cóż, ja wolę, gdy profil psychologiczny postaci doprowadzony jest do perfekcji, dlatego raczej odpuszczę sobie tę książkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka ma mnóstwo innych zalet :)

      Usuń
  5. Z autorką już się spotkałam, ale o tej książce dużo słyszę i wciąż nie przeczytałam. Muszę to nadrobić. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zerknęłam na Twoją opinię o "Trzecim znaku" i wiem jedno: muszę sięgnąć :)

      Usuń
  6. Kolejna zachęcająca opinia :) Tylko ja czasem jestem strachliwa, więc będę czytać w dzień.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co wy wszyscy z tym dreszczem emocji?:) Ksiązka podobała mi się i to nawet bardzo, ale przestraszyć się....e nie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Minimalny dreszczyk emocji był, ale jak dla mnie za mały :) Naprawdę trzeba się natrudzić, żeby mnie przestraszyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, który autor może Cię przestraszyć :)

      Usuń

Zostaw tutaj ślad swojej obecności, z chęcią przeczytam i odpowiem na Twój komentarz :). Coś Ci się nie podoba lub z czymś się nie zgadzasz? Napisz mi o tym. Anonimie, podpisz się