Autor: Marcel Proust
Liczba stron: 565
Wydawnictwo: MG
Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl
"W cieniu zakwitających dziewcząt" to druga część cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu". Pierwsza częśc, czyli "W stronę Swanna" bardzo mi się spodobała, chociaż nie ukrywam, że była to trudna lektura, zwłaszcza, że było to moje pierwsze spotkanie z Proustem i właściwie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Tym razem było i łatwiej, i ciekawiej.
Bohater widocznie się rozwija i wkracza w wiek, w którym zwiększa się zainteresowanie płcią przeciwną. Jest szczerze zakochany w młodej pannie Swann - Gilbercie, której ojciec początkowo sprzeciwia się tej znajomości. Później ich uczucie może się rozwijać, czemu z kolei sprzyja matka Gilberty. Pani Swann odgrywa w pierwszej części książki dużą rolę, gdyż zafascynowany jej osobą Proust z dokładnością opisuje jej zachowanie, sposób przyjmowania gości, wygląd eleganckich ubrań, a nawet sposób mówienia czy poruszania się. Część druga skupia się na pobycie bohatera, wraz z babką i Franciszką, w miejscu wypoczynku, w Balbec. Zjeżdża się tam właściwie cała śmietanka towarzyska, więc Marcel ma okazję nawiązać wiele interesujących znajomości. Szczególny jest dla niego kontakt z piękną Albertyną, która jak myślę, jeszcze niemało zamiesza w historii bohatera.
Marcel Proust miał niezwykły zmysł obserwacji, dlatego też wiele zachowań i sytuacji, które go spotkały, opisuje bez pomijania najmniejszego detalu. Fakt, momentami mogło to odrobinę nudzić, ale nie na tyle, żebym z niesmakiem odkładała książkę. Akcja była jednak ciekawsza niż w pierwszym tomie, ale jest to z pewnością zasługa tego, że bohater dojrzewał, zmieniały się jego poglądy na wiele spraw i priorytety.
Prousta nie da się czytać szybko i "po łebkach", więc trzeba znaleźć więcej czasu na zgłębianie życia tego pisarza. Ale warto, naprawdę warto rozpocząć swoją przygodę z Marcelem Proustem. Z ogromną niecierpliwością czekam na tom 3 :)
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki
Fakt ten nie wpływa na moją ocenę